|
AFERY PRAWA OSZUSTWA
Przewlekłość
względna... stronniczość, lenistwo czy
niekompetencja sędziów?
Od szeregu
miesięcy trwa akcja sędziów. Motywem przewodnim jest, oczywiście, godność
urzędu sędziego. Jeśli coś w tzw. wymiarze funkcjonuje źle, to winy sędziów
w tym z pewnością nie ma. Winni są inni. Kto? A co to za różnica.
Odezwy i
petycje środowiska sędziowskiego płyną od dawna, głównie za pośrednictwem
portalu Iustitia. O godności urzędu jest w nich głównie. To znaczy w
pierwszych kilku zdaniach. W kolejnych kilkudziesięciu chodzi o pieniądze. Również
od kilkunastu tygodni oburzenie na przewlekłość postępowania resortu,
ustawodawcy i wszystkich wokół w działaniach przyznających gaże i apanaże.
Ta ostatnia
kwestia zwłaszcza dopiero może wzbudzić wesołość. Protestują również
ci, których prowadzone sprawy od miesięcy czy lat tkwią w miejscu. Z przyczyn
obiektywnych, bo jakże by inaczej. A nawet jeśli nie nieobiektywnych, to z całą
pewnością bez winy samych sędziów.
Najczęściej
winne są strony postępowania. Głównie dlatego, że w ogóle są i zachciało
się im wchodzić w spór i zawracać sądom głowę oraz zabierać cenny czas.
O wiele łatwiej byłoby sędziom i dla dobra tzw. wymiaru, gdyby strony rozwiązywały
swoje spory we własnym zakresie. Najlepiej przy użyciu radykalnych środków
tak, by sądom pozostawało tylko skazać stronę pozostałą przy życiu i wrócić
do ważniejszych zajęć. Protestów, manifestacji, mianowań, awansów, itp.
Groteska?
Oczywiście, groteska. Tyle, że w naszej polskiej rzeczywistości sam ten tzw.
wymiar jest groteską. Przykładów jest wiele, szkoda czasu na wyliczankę a i
miejsca by nie starczyło. Gazeta Prawna (Nr 38), w artykule Katarzyny Żaczkiewicz,
opublikowała wyniki badań opinii publicznej o zawodach prawniczych.
Na pytanie:
„Która z grup prawników jest najbardziej skorumpowana” - najwięcej głosów
otrzymali właśnie sędziowie. Ocena jak ocena. Przypadkowe społeczeństwo
pewnie nie wie, co mówi. Korupcja zresztą, to tylko jeden z wielu elementów
drążących tzw. wymiar. Badań poziomu kompetencji i wydolności
intelektualnej, niestety, nie przeprowadzono.
Wspomniana
wcześniej przewlekłość w przyznawaniu sędziom należnego im – ich zdaniem
– szacunku i godności ma swoją drugą stronę medalu. Przewlekłości postępowań.
Tu, jak wspomniano, winnych po stronie sędziów, oczywiście, nie ma. Może więc
warto przyjrzeć się przebiegowi jednej z setek podobnych spraw, gdzie
zarzucono sądowi nieuzasadnioną przewlekłość.
W maju ubiegłego
roku do Sądu Rejonowego dla Warszawy-Śródmieścia wpłynął pozew przeciwko
Ministerstwu Pracy o naruszenie równego traktowania i dostępu do służby
publicznej na jednakowych zasadach – sygn. akt VIII P 488/08. Chodziło o
niezrozumiałe poczynania urzędu w przedmiocie sposobu wyłaniania najlepszego
kandydata na wolne stanowisko w służbie cywilnej. Szerzej o tym w artykule
sprzed dwóch lat – „Polityka pracy i otwartości”.
Sprawa ruszyła,
zdawać by się mogło, normalnym trybem. Ale już po miesiącu zaczęło się
dziać dziwnie. Sąd odroczył wyznaczoną rozprawę z powodu wniosku pełnomocnika
pozwanego urzędu, który wystąpił o odroczenie, bowiem miał…zaplanowany w
tym czasie urlop. Tego rodzaju urzędy, jak ministerstwa, mają całe
departamenty prawne i nie byłoby żadnego problemu, aby wyznaczyć do
prowadzenia sprawy kogoś innego. Widać jednak problem był, bo ministerstwo
nikogo nie wyznaczyło, a sąd uznał, że urlop pełnomocnika jest wartością
nadrzędną nad interesem powoda.
Kiedy już
zrelaksowany pełnomocnik był uprzejmy pojawić się na rozprawie, proces
potoczył się wartko. Pisma, wnioski, argumenty – jak to w sądzie. Aż do
listopada. Sąd zamknął rozprawę ale z wydaniem wyroku się wstrzymał. Znów
kilka dni odroczenia i termin publikacji wyroku przyszedł. Sąd, ściślej
asesor – to ważne w świetle późniejszych zdarzeń – wyroku jednak nie
wydał. Zamiast tego wydał postanowienie o otwarciu rozprawy na nowo.
Powód?
Rzeczony asesor, po ponad siedmiu miesiącach procesu nagle się zorientował,
że pełnomocnik pozwanego ministerstwa nie ma właściwego umocowania prawnego
do jego reprezentowania.
Termin
kolejnej rozprawy, tej otwartej na nowo, wyznaczony na kilka tygodni później,
na dzień przed terminem znów został – telefonicznie – odroczony o ponad
miesiąc.
Powód? Nieznany sekretariatowi sądu.
W tej
sytuacji powód wniósł skargę na nieuzasadniona przewlekłość postępowania.
Trudno bowiem byłoby w jakiś racjonalny sposób wytłumaczyć taki obrót
sprawy. Sąd przez wiele miesięcy prowadzi postępowanie i nagle dostrzega, po
szeregu pism procesowych i posiedzeń, że właściwie to nie wiadomo pomiędzy
kim rozpoznaje spór.
Kto zawinił
– strony, powód, administracja? To właśnie miała wyjaśnić wniesiona
skarga na nieuzasadnioną przewlekłość postępowania. I Sąd Okręgowy w
Warszawie – sygn. akt XII S 1/09 –
rzeczywiście wyjaśnił. Z całości uzasadnienia postanowienia o oddaleniu
skargi wynikało, że pretensje powoda są zwykłymi urojeniami, a Sąd Rejonowy
jest bez zarzutu.
Szczególnie
interesujących jest kilka fragmentów odnośnie konkretnych zdarzeń w tej
sprawie. Na przykład odroczenie z powodu urlopu pełnomocnika pozwanego było w
pełni uzasadnione. Można się domyślać, że Sąd miał tu na względzie
generalną klauzulę zasad współżycia społecznego. W końcu interes powoda w
przedmiocie roszczeń o bezprawne pozbawienie szansy ubiegania się o pracę
jest wartością mniejszą, niż zasłużony wypoczynek urzędnika.
Równie
interesujące stanowisko wyraził Sąd w kwestii odroczenia – kolejnego, o
ponad miesiąc - rozprawy otwartej na nowo. Okazało się otóż, że i to
odroczenie było w pełni uzasadnione. Mianowicie asesor, Rafał Młyński,
oczekiwał właśnie na nominację na sędziego i stąd to odroczenie terminu.
Tu z kolei w grę wchodziły zapewne wartości jeszcze wyższe.
W końcu
mianowanie na sędziego jest wydarzeniem niezwykle istotnym tak dla środowiska,
jak przede wszystkim dla samego nominowanego. Jest też wyrazem uznania dla
wysokich kompetencji mianowanego. Tych, które się przejawiły w wielomiesięcznym
prowadzeniu sprawy, w której jedna ze stron nie miała umocowania prawnego do
występowania w procesie. Wartością nadrzędną był w tym przypadku – jak
należy się domyślać – osobisty interes sędziego in spe, a nie jakieś tam
roszczenia o jakieś tam życiowe sprawy powoda.
Ukoronowaniem
zaś tego postanowienia było stwierdzenie, że wszak wyrok w Sądzie Rejonowym
– wydany już przez wysokokwalifikowanego sędziego – zapadł natychmiast po
przeprowadzeniu rozprawy otwartej na nowo. Istotnie, sprawa – po tych ośmiu w
sumie miesiącach – rozegrała się błyskawicznie. Ledwo się zaczęła,
zaraz się zakończyła. Oddaleniem pozwu. Padło tylko jedno pytanie: czy
strony podtrzymują swoje stanowiska. Po podwójnym „tak” i kilku minutach
przerwy zapadł wyrok.
Tę kwestię
również Sąd Okręgowy nie omieszkał ocenić. Mianowicie niemalże wystawił
laurkę świeżutkiemu sędziemu za sprawność. No cóż, skoro nie było
nowych – nowych, warto podkreślić – wniosków dowodowych, to i nie było
nad czym dalej procedować. Logiczne.
Tyle, że nie
do końca. Sąd Okręgowy nie zechciał pochylić się nad takim faktem, że choć
istotnie nie było nowych wniosków dowodowych, to te wcześniejsze, mimo zarządzeń
sędziego, wówczas jeszcze asesora, nie zostały przez pozwanego wykonane.
Praktycznie więc Sąd nie przeprowadził żadnego postępowania dowodowego i
– w konsekwencji – nie ustalił stanu faktycznego sprawy.
Jest też
jeszcze jeden interesujący szczegół tej historii. Mianowicie skarga na
nieuzasadnioną przewlekłość postępowania wpłynęła do Sądu Rejonowego
dla Warszawy-Śródmieścia na blisko dwa tygodnie przed tą na nowo otwartą
rozprawą. Oznacza to, że w sprawie orzekał sędzia – już po nominacji –
który miał świadomość, że wpłynęła skarga na jego postępowanie. Jak to
wygląda w świetle zasady bezstronności pokazał właśnie Sąd Okręgowy.
Ten sam Sąd
Okręgowy i zapewne ten sam Wydział XII będzie teraz orzekał w sprawie
apelacji. Sądząc po zwyczajach praktyki naszego tzw. wymiaru, nie można
wykluczyć, że apelację rozpoznawał będzie ten sam skład, który orzekał w
sprawie skargi na przewlekłość.
Jednym z zarzutów apelacji jest nieważność postępowania z powodu
uzasadnionych wątpliwości, co do bezstronności sędziego orzekającego.
Oryginalność
działań XII Wydziału w Sądzie Okręgowym w Warszawie pojawiała się już
znacznie wcześniej przy okazji innych spraw, toczących się przed obliczem
tzw. wymiaru. Ale o tym będzie w późniejszym czasie. I nie w tonie czarnej
komedii zapewne, ale bardziej w duchu przytoczonych na wstępie wyników badań
opinii publicznej o sędziach, sądach i tym tzw. wymiarze.
Ciekawostek w
tej sprawie jest więcej. Mianowicie, skarga na nieuzasadnioną przewlekłość
podlega opłacie. Wpis sądowy wynosi 100 złotych. W tym wypadku Sąd Okręgowy
rozpoznał sprawę bez wezwania strony skarżącej do dokonania wpisu sądowego.
Dlaczego? Nie wiadomo.
Inną
ciekawostką jest to, że w przypadku wniesienia skargi na nieuzasadnioną
przewlekłość sąd, który jest skarżony, ma obowiązek niezwłocznego
przekazania skargi do sądu wyższej instancji wraz z aktami sprawy. To jak w
takim razie Sąd Rejonowy w tej sprawie mógł dwa tygodnie później prowadzić
rozprawę bez akt, o ile wykonał ustawowy nakaz ich przekazania? Czyżby skargi
nie przekazał niezwłocznie?
Póki co,
walka o godność urzędu sędziego trwa i ma się dobrze.
Witold
Filipowicz
Warszawa, marzec 2009 r.
mifin@wp.pl
Tematy w dziale dla
inteligentnych:
ARTYKUŁY - do przemyślenia z cyklu: POLITYKA - PIENIĄDZ - WŁADZA
Polecam
sprawy poruszane w działach:
SĄDY
PROKURATURA
ADWOKATURA
POLITYKA
PRAWO
INTERWENCJE
- sprawy czytelników
"AFERY
PRAWA"
Niezależne
Czasopismo Internetowe www.aferyprawa.com
redagowane przez dziennikarzy AP i sympatyków z całego świata których
celem jest PRAWO, PRAWDA SPRAWIEDLIWOŚĆ DOSTĘP DO INFORMACJI
ORAZ DOBRO CZŁOWIEKA
|
uwagi i wnioski proszę wysyłać na adres: afery@poczta.fm
- Polska
redakcja@aferyprawa.com
Dziękujemy
za przysłane teksty opinie i informacje.
|
WSZYSTKICH
INFORMUJĘ ŻE WOLNOŚĆ WYPOWIEDZI I SWOBODA WYRAŻANIA SWOICH POGLĄDÓW JEST
ZAGWARANTOWANA ART 54 KONSTYTUCJI RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ.
| Komentuje: Mr.Gdacz |
2009-12-12 |
| rzetelnie zrelacjonowana sprawa. Warto by przy tym podać do publicznej wiadomości personalia tych sędziów z XII Wydziału Sądu Okręgowego w W-wie. Nie ulega dla mnie wątpliwości, że w tej sprawie doszło do przewlekłości postępowania przed sądem rejonowym, a psim (suczym) obowiązkiem sędziów (sędzi) okręgowych było tę przewlekłość stwierdzić! Sądownictwo w III Rzeczpospolitej jest żałosne i bezwstydne, szkoda tylko, że nie wiem, jak jest w innych krajach. |
| |
|
| Komentuje: termit |
2009-03-09 |
| Tan buda Koksztysa w Supermarkecie, Facet wprowadza do obroty lewą kasę z wyłudzeń na fikcyjne firmy. Jak tam Moscińska, Iwankiewicz, Dolata, Kaczmarski dalej fabrykujecie fikcje? |
| |
|
| Komentuje: Fiku kwiku |
2009-03-08 |
| Po co uczy się prrrawnika logiki?
Po to, żeby wykazał, że to co nie logiczne jest logiczne, dlatego,że z założenia logicznym się nie wydaje.
Po co staje się prawnik sędzią?
Po to żeby o tym wszystkim zapomniał, a w swej godności wzniósł się ponadto! |
| |
|
| Komentuje: HAŃBA |
2009-03-08 |
| Niestety to prawda. Już gorzej być nie może. |
| |
|
[1]
|