|
AFERY PRAWA OSZUSTWA WŁAŚCICIELA TRANS-TIR W ZAŁĘŻU
TRANS-TIR
w Załężu - czyli jak powodowie zostali oszukani przez rzeszowskich sędziów
sądu apelacyjnego: SSA Alicja
Podczaska, SSA Roman Skrzypek i SSA Ewa Madera
Opisaliśmy
już wcześniej metody wyzyskiwania przez właściciela firmy transportowej
pracowników w artykule pt: Transport
Międzynarodowy i Spedycja TRANS -TIR w Załężu - czyli jak właściciel
oszukuje kierowców i Państwo.
Dzisiaj po wyroku sędziów rzeszowskich: SSA Alicja Podczaska, SSA Roman
Skrzypek (on to zagrywał w tej sprawie) i SSA Ewa Madera można śmiało
powiedzieć, że Ci kierowcy zostali oszukani nie tylko przez pracodawcę, że
sprawiedliwości w sądzie nie można znaleźć - zwłaszcza w rzeszowskim, ale
można też twierdzić, że po prostu zostali "sprzedani" przez
znanego adwokata krośnieńskiego Karola Helińskiego - zapewne nie tylko za
kilkanaście tysięcy złotych które od nich wyłudził za swoje mierne usługi
i od których na pewno nie zapłacił ani grosza podatku (podobnie robi wielu
adwokatów), ponieważ żadnego oficjalnego dokumentu otrzymania zaliczek nie
wystawił im. Dodatkowe straty poszkodowanych to kilkadziesiąt tys.
niepotrzebnych kosztów sądowych i opłat adwokackich strony pozwanej. Słowem,
zostali "załatwieni bez masła". To oszustwo już jest zgłoszone do
Centralnej Izby Adwokackiej i postaramy się, żeby adwokat jak każdy usługodawca
który spartaczył robotę zapłacił za poniesione straty.
Przypominamy: Sześciu
kierowców tej firmy postanowiło nie dać się dłużej wyzyskiwać i oszukiwać
przez właściciela i wniosło 10.01.2005r pozew do sądu domagając się zaległego
wynagrodzenia z tytułu: diet, nadgodzin, ryczałtów, urlopów, rozliczeń za
odzież, używanych telefonów itp. - lista zobowiązań właściciela
TRANS-TIR co do kierowców jest naprawdę długa. Skala
ich
roszczeń wyliczona przez przebiegłego
adwokata Helińskiego była olbrzymia
- chodzi o kwoty rzędu 35tys.zł do 170tys.zł.
Przypuszczalnie wyliczył tak sobie "z nieba", ponieważ stawka dla
adwokata zależy też od kwoty sporu. Po przegranej w sądzie okręgowym ten
niedouczony pseudomecenas obniżył swoje obliczenie średnio o 1/3 wartości
początkowej i w SA nie potrafił odpowiedzieć skąd ta kwota się
wzięła. A tak zapewniał kierowców, że na pewno wygra ich sprawę
wygra...
Dowodem mataczenia w sprawie sędziów
rzeszowskich jak i niekompetencji adwokata K. Helińskiego jest
stwierdzenie: Tymczasem
w przedmiotowej sprawie powodowie - korzystający przecież z pomocy prawnej pełnomocnika
procesowego będącego adwokatem - czują się zwolnieni z obowiązku chociażby
racjonalnego określenia wysokości spornych należności i uzasadnienia roszczeń
dochodzonych pozwem. Z treści apelacji trudno wywnioskować, w jaki sposób
powodowie obliczyli wartość przedmiotu zaskarżenia - są to bowiem
kwoty całkowicie różne od dochodzonych z tego samego tytułu należności w
postępowaniu pierwszoinstacyjnycm. Należy więc rozumieć, że wartość
przedmiotu sporu w postępowaniu pierwszoinstacyjnym była wyraźnie zawyżona.
Twierdzenie powodów o tym, że pozwany pracodawca nie wypłacił im w spornym
okresie żadnych kwot z tytułu należności za zagraniczne podróże służbowe,
nie było zatem zgodne z prawdą. A poniżej mamy wyrok i jego mętne
uzasadnienie - jak wszystko co w tym skorumpowanym sądzie się robi...
Obserwując od lat rozpatrywania
spraw apelacyjnych łatwo zauważyć, że w w co najmniej 90% przypadkach sędziowie
wcale się nie wysilają, nic nie rozpatrują
"przyklepując" jakby z urzędu wyrok pierwszej instancji, ponieważ
podobno sędziowie są nieomylni - dobry bajer :-))).
Tak było oczywiście i tym razem. Jeżeli sędziowie nie mają interesu żeby
poszkodowanemu przyznać odszkodowanie lub inne zadośćuczynienie to tego nie
robią. Za darmo? - śmiech, nic takiego w rzeszowskim sądzie się nie załatwi.
Dlatego jednak czasami bywa odwrotnie - sąd II instancji "z jakiś
tam układów" zabiera się za sprawę "jakby od nowa". Jest to
możliwe i oczywiście sędziom "musi się chcieć", ponieważ sąd drugiej instancji rozpoznający apelację
nie może się ograniczać jedynie do oceny zarzutów apelacyjnych, lecz
powinien (może) samodzielnie - w granicach zaskarżenia - oceniać sprawę pod
względem prawnym. Pogląd ten dotyczy w szczególności zagadnień
materialnoprawnych - apelacja pełna cum beneficio novorum
polega na tym, że sąd drugiej instancji rozpatruje sprawę ponownie,
czyli w sposób w zasadzie nieograniczony jeszcze raz bada sprawę rozstrzygniętą
przez sąd pierwszej instancji. Czyli, postawione w wyroku przez
nich zarzuty powodom których nie było podczas apelacji, jak też reprezentującemu
ich adwokatowi wprost dowodzą niekompetencji albo stronniczości
rzeszowskich sędziów: SSA Romana Skrzypka, SSA Alicji Podczaska i SSA
Ewy Madera ponieważ w aktach sprawy naprawdę można było znaleźć wszystkie
dokumenty na poparcia twierdzeń powodów w sprawie.
My jednak skupimy się na udowodnieniu korupcyjnej teorii sędziów w sprawie.
Należy stwierdzić, że faktycznie w swej miernej apelacji jak też na sali sądowej
adwokat Heliński nie był w stanie powiedzieć skąd się wzięły kwoty i wniesione przez niego zmiany - chociaż dysponował obliczeniami
biegłych np. Janusza Grządziela.
 |
 |
Zaczniemy
od zarzutów oszukiwania pracowników przez właściciela TRANS-TIR które
stawia Państwowa Inspekcja Pracy - znajdują się w aktach sprawy, ale sędziowie
w MojRzeszowie woleli z tym się nie zapoznawać.
Stwierdzone zarzuty to m.in.:
1/ Pracodawca dla zatrudnionych pracowników
nie prowadzi ewidencji czasu pracy.
2/ Nie przestrzega 5-dniowego czasu pracy
3/ Brak rzetelnego planu urlopowego pracowników - nie wynika kto ile i jaki
sposób wykorzystuje należny urlop.
4/ Pracodawca nie wypłaca ekwiwalentu za odzież roboczą, pranie i konserwację.
5/ Regulamin wynagrodzenia jest niezgodny z postanowieniami przepisów.
6/ Nie wypłacany jest ekwiwalent za urlopy, pracę w nocy, nadgodzin itd.
7/ Brak szkoleń podstawowych, szkoleń BHP, badań lekarskich
Czyli
wiemy już choćby tylko z tych dokumentów, że w tej firmie był jeden wielki
burdel nie tylko w papierach. Właściciel dorobił się sporego majątku głównie
na nieopodatkowanym handlu z Ukrainą. TRANS-TIR wykonał (i dalej wykonuje)
setki kursów przewożąc dosłownie całe fabryki z dawnych terenów NRD, które
Niemcom po zjednoczeniu nie były już potrzebne i wyzbywały ich się "po
cenie złomu". Logiczne, że aby uniknąć cła i podatków na granicy
ukraińskiej musiała być "odpowiednio zakupiona zmiana celników ukraińskich",
na którą nieraz i kilka dni kierowcy przed granica oczekiwali. Jak sami mówią
- po takiej transakcji w reklamówkach przywozili kilogramy dolarów swojemu
pracodawcy.
W sądzie nie znajdziemy sprawiedliwości, ale może gdzieś tam na górze?
Na dzień dzisiejszy właściciel cierpi strasznego kaca, ponieważ jego 3 Tiry
z kolejną "fabryką" akurat zostały zatrzymane - czyżby po naszych
publikacjach?. W dodatku kolejne załadowane złomem stoją w bazie czekając
"na zielone światło". W efekcie takich strat właściciel tak się
zapił z rozpaczy, że aż nieprzytomny trafił do szpitala na odtruwanie :-)
Jak napisaliśmy już w firmie
była prowadzona tzw. "twórcza księgowość". Właściciel wpłacał
na konta pracowników tylko obowiązkową kwotę minimalną kwotę zagwarantowaną
w umowie o pracę.
I tak dla pouczenia sędziów rzeszowskich i nie tylko opublikowaliśmy wyjaśnienia
i podstawy prawne w podobnej sprawie dot. rozliczenia kierowcy TiRa -
Świadczenia,
jakie przysługują pracownikowi z tytułu krajowej i zagranicznej podróży służbowej
to:
1. diety
2. zwrot kosztów i wydatków odpowiednio do uzasadnionych potrzeb
Oczywiście, żeby "system
diety" - czyli to o co procesowali się kierowcy "normalnie
funkcjonował" (jak też inne czynniki wynagradzania, takie jak ekwiwalent
za urlopy, pracę w nocy, nadgodzin itd. musi być prowadzona "normalna księgowość"
z ewidencją czasu pracy.
Wtedy jednak właściciel nie robiłby przekrętów. Dlatego szef TRANS-TIRa zawarł z pracownikami dodatkową ustną umowę, że
zasadnicza część ich
wynagrodzenia (dla ułatwienia wzajemnych rozliczeń) będzie obliczana od tzw.
frachtu. W umowie była uzgodnione 8-10 procent od kwoty jaką dostaje właściciel
za wykonanie zamówionej usługi transportowej. Na ten fakt zawarcia takiej właśnie umowy
z pracodawcą sądowi został dostarczony dowód - nagranie rozmowy - ale "niekumaci" sędziowie
rzeszowscy w
nosie mają przesłuchanie oraz przepisy Kodeksu Cywilnego. Wiadomo -
zgodnie
z Talmudem Gojów należy oszukiwać.
Jak już wspomnieliśmy, właściciel prowadził podwójną księgowość. Z
pracownikami rozliczał się za pomocą "świstków"
jaki tu np. przedstawiamy, a dla urzędów kierowcy podpisywali mu "in
blanco" kartkę na której drukowano tzw. "rozliczenie
diety i ryczałtu noclegów" . O kwotach jakie tam były wpisane oczywiście
nie wiedzieli. Dowiedzieli się dopiero jak te dokumenty trafiły do sądu. I
wtedy też okazało się, że w niektórych wypadkach sam właściciel podpisywał
się za nich co dowodzi
biegły warszawski Tadeusz Jakubczyk, który nota bene na
zawiadomienie o przestępstwie wyznaczył jak się później okazuje zabawny
prokurator Henryk Zabawa z zabawiającej się matactwami prokuratury w Jaśle.
Ciekawe,
czy zabawny Henryk z Jasła to rodzinka do równie zabawnego prezesa
tarnowskiego sądu Zbigniew Zabawa?
Cóż, my oczywiście też lubimy się zabawić, dlatego poniżej
przedstawiamy opinię biegłego Tadeusza Jakubczyka.
Oczywiście,
że taka opinie wyraźnie wskazująca
na oszustwa właściciela "nie mogła przejść" w układowych i skorumpowanych
prokuraturach czy sądach podkarpackich. Postanowiono
wyznaczyć tym razem "swojego biegłego" , pewno po zawodówce jak
np. sanocki
biegły sądowy Wdowiak. Logiczne, biegły musi być "mierny ale
wierny", zresztą jak wszystko w korporacjach prawniczych.
I jak widzimy - od razu biegły z
Wolbroma Jerzy Gamrat nic nie jest w stanie stwierdzić i sprawdzić i wszystko
opiera na prawdopodobieństwie - czyli wierzy, że nawet z drewnianego kościoła
spadnie mu na głowę cegłówka... a może już spadła?
W końcu z raportu Transparency International jasno
wynika, że biegli
sądowi są jedną z najbardziej skorumpowanych grup a w polskich
sądach kwitnie korupcja.
Na
postawie np. takich ogólnych dywagacji zabawny jasielski prokuratorek Henryk
Zabawa umarza dochodzenie a "blondynka" w wesołym sądzie SSR Bożena
Wilisowska Gołąbek z Jasła postanawia po wspólnej wesołej zabawie
"przybić" postanowienie funkcjonariusza.
I
nie jest ważne, że strona która jest we Lwowie podpisuje wypłatę np. w Tarnowie
- w końcu czego jak czego ale logiki w postanowieniach sądowych czy
prokuratorskich nie należy się spodziewać - to tylko humaniści a więc mogą
pieprzyć pierdoły...
Poniżej tak dla inteligentnych czytelników parę podpisów poszkodowanego -
zaczynamy od prawdziwego do jakiś dziwnych - czy to na pewno jedna ręka
podpisywała?
Niestety,
jak się okazuje podkarpackie prokuratury jak i sądy nie są po to żeby karać
złodziei, oszustów i aferzystów, ale wprost przeciwnie - ochraniać
skorumpowane układy...
Polecam
sprawy poruszane w działach:
SĄDY
PROKURATURA
ADWOKATURA
POLITYKA
PRAWO
INTERWENCJE
- sprawy czytelników
Tematy w dziale dla
inteligentnych:
ARTYKUŁY - tematy do przemyślenia z cyklu: POLITYKA - PIENIĄDZ - WŁADZA
"AFERY
PRAWA"
Niezależne
Czasopismo Internetowe www.aferyprawa.com
redagowane przez dziennikarzy AP i sympatyków z całego świata których
celem jest PRAWO, PRAWDA SPRAWIEDLIWOŚĆ DOSTĘP DO INFORMACJI
ORAZ DOBRO CZŁOWIEKA
|
uwagi i wnioski proszę wysyłać na adres: afery@poczta.fm
- Polska
redakcja@aferyprawa.com
Dziękujemy
za przysłane teksty opinie i informacje.
|
WSZYSTKICH
INFORMUJĘ ŻE WOLNOŚĆ WYPOWIEDZI I SWOBODA WYRAŻANIA SWOICH POGLĄDÓW JEST
ZAGWARANTOWANA ART 54 KONSTYTUCJI RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ.
| Komentuje: |
2009-03-11 |
| No to maja polacy Wymiar Sprawiedliwosci. Ciekawe ile dostali w przysłowiowa łape. po przeczytaniu tego artykułu niema watpliwosci, ze tutaj sprawiedliwosc = kasa |
| |
|
[1]
|