|
Dziś
otrzymałem pismo od Prezesa Sądu Okręgowego w Warszawie, w imieniu którego
podpisała je sędzia Wizytator, pani Beata Herman, które to pismo wprawiło
mnie w nieprawdopodobne osłupienie! Jego treść jest, najdelikatniej
rzecz ujmując, bardzo bulwersująca. Pismo to nosi nr Wiz 041-831-09.
Pozwolę sobie na ustosunkowanie się do jego treści, eksponując te jego
fragmenty, które niewiele mają wspólnego z prawdą i z faktami, dotyczącymi
przedmiotowej sprawy. Być może Sędzia Wizytator został wprowadzony w błąd
przez Sąd, którego skarga dotyczy, być może niedokładnie zapoznał się
z aktami sprawy - nie mnie dochodzić przyczyny tych przekłamań.
Do
treści pierwszego akapitu wspomnianego pisma nie mam zastrzeżeń,
wszystkie informacje są w pełni prawdziwe. Przekłamania pojawiają się
w drugim akapicie.
Po
pierwsze:
Nie ma w nim żadnej wzmianki o wcześniejszych rozprawach, których
przebieg miał istotny wpływ na dalsze wydarzenia. Pisałem o nich w
swojej skardze, ale uszły one z niewiadomych przyczyn uwadze Sędziego
Wizytatora, więc wspomnę o nich ponownie.
Otóż Sąd postanowił odnaleźć wszystkich Fundatorów i ta decyzja
jest co najmniej niezrozumiała. Sąd miał bowiem w aktach ICH PISEMNE
OŚWIADCZENIA, z których wynikało, że zrzekają się swoich
funkcji we władzach Fundacji. Sąd miał też wgląd w korespondencję,
jaką wcześniej, w 2001 i następnych latach prowadziłem z Sądem
Gospodarczym, w którym była zarejestrowana Fundacja, i do którego
zwracałem się z prośbą o ustanowienie kuratora dla niej. Z dokumentów
bardzo jasno wynikało, że Fundatorzy nie mają woli aby powołać nowy
zarząd na miejsce ustępującego, co JEDNOZNACZNIE
wskazuje na to, iż dążyli do tego, aby albo sparaliżować działalność
Fundacji, albo - aby doprowadzić do stanu, w którym działałaby ona BEZ
ZARZĄDU, a więc bez osób które byłyby uprawnione do jej
reprezentowania i ODPOWIADAŁYBY
MATERIALNIE I KARNIE za jej
zobowiązania wobec Skarbu Państwa. Zaskakujące jest, że Sąd zignorował
te oświadczenia i dążył do tego, aby uzyskać je ponownie, już formie
ustnej. Żaden z Fundatorów, poza mną NIGDY na żadnej rozprawie nie
stawił się, co jednoznacznie wskazuje na zupełny brak zainteresowania
losami Fundacji, która sami dobrowolnie stworzyli.
Po
drugie: Nie
jest prawdą, że Sąd tylko JEDEN raz zawiesił postępowanie, ponieważ
było ono zawieszone już wcześniej i NA MÓJ PISEMNY WNIOSEK było
przywrócone. O
tym, że postępowanie zostało zawieszone po raz drugi, dowiedziałem się
dopiero W LISTOPADZIE 2009 roku, A WIĘC
3 LATA PO JEGO ZAWIESZENIU. Sąd nie powiadomił mnie o ponownym
zawieszeniu postępowania, chociaż na podstawie odpowiednich przepisów
BYŁ DO TEGO ZOBOWIĄZANY. Jak widać, Sąd może nie
przestrzegać obowiązujących procedur i nikogo to nie dziwi. Jak mogłem
więc wnosić o wznowienie postępowania, skoro NIE MIAŁEM ŻADNEJ
PISEMNEJ INFORMACJI O JEGO PONOWNYM ZAWIESZENIU??? Dlaczego
więc to ja mam ponieść konsekwencje, także materialne za zaniedbanie
proceduralne Sądu??? Bardzo proszę o odpowiedź na to pytanie. Dlaczego
konsekwencje dotkną także Fundacji i jej wierzycieli???
Po
trzecie:
Na rozprawie w dniu 25 października 2006 roku nie stawiłem się między
innymi z tej przyczyny, że była ona wyznaczona na wcześniejszy termin,
ale została w ostatniej chwili odwołana. Wykonując w tym czasie pracę
daleko od miejsca zamieszkania i jednocześnie daleko od siedziby Sądu,
musiałem PO RAZ DRUGI, ze szkodą dla obowiązków zawodowych, przyjechać
do Warszawy. Niestety w siedzibie sądu stawiłem się kilkanaście minut
(!!!) po wyznaczonej godzinie (trudności komunikacyjne). Wyjaśniłem to
w swoim piśmie, wnosząc równocześnie o prowadzenie dalszego postępowania
bez konieczności uczestniczenia w nim przeze mnie, ponieważ wcześniej złożyłem
wszystkie wymagane oświadczenia i NIC WIĘCEJ nie miałem do dodania.
Wiedząc o zawieszeniu postępowania z całą pewnością wnosiłbym o
jego wznowienie, jak to uczyniłem poprzednim razem. Ponieważ nie
wiedziałem, a miałem pełne zaufanie do Sądu, byłem przekonany, że
rozprawa została odroczona i że o jej nowym terminie dowiem się we właściwym
czasie. Jak widać moje zaufanie nie znalazło uzasadnienia w praktyce.
Po
czwarte: Sędzia
Wizytator milczeniem pomija moje zastrzeżenia, co do zastosowania przez Sąd
artykułów kodeksu postępowania cywilnego, które NIE MAJĄ ZADNEGO ZWIĄZKU
z postępowaniem, dotyczącym ustanowienia kuratora DLA OSOBY PRAWNEJ.
Jako zawodowy dziennikarz pozwoliłem sobie na przejrzenie Orzecznictwa Sądu
Najwyższego w podobnych sprawach, poświęcając temu kilka tygodni i nie
doszukałem się w nim, aby było dopuszczalne tak dowolne interpretowanie
przepisów prawa, jakie miało miejsce w tym przypadku. Dla przypomnienia
przytoczę w tym miejscu brzmienie przepisów, na które powołał się Sąd,
a z których jednoznacznie wynika, że dotyczą one JEDYNIE SPRAW
RODZINNYCH, zaś przedmiotowa sprawa dotyczy OSOBY PRAWNEJ.
art.
177 (wybrane fragmenty)
§ 1. Sąd
może zawiesić postępowanie z urzędu:
1)
….
2)
….
3)
….
4)
….
5)
w razie niestawiennictwa obu stron na rozprawie, jeżeli ustawa nie
stanowi inaczej, oraz w razie niestawiennictwa powoda, gdy powód nie żądał
rozpoznania sprawy w jego nieobecności, a pozwany nie zgłosił wniosku o
rozpoznanie sprawy;
6)
jeżeli na skutek braku lub wskazania złego adresu powoda albo
niewskazania przez powoda w wyznaczonym terminie adresu pozwanego lub
niewykonania przez powoda innych zarządzeń nie można nadać sprawie
dalszego biegu.
W
przedmiotowej sprawie nie ma stron postępowania (czego Sąd nijak nie może
zrozumieć), jest jedynie wnioskodawca, który stroną nie jest z
oczywistych powodów.
Tak więc nie ma ani powoda ani pozwanego, a punkt 5 wspomnianego przepisu
prawa uzależniają możliwość zawieszenia postępowania z urzędu albo
od zgody obu stron, albo od braku wniosku pozwanego. Punkt 6 mówi zaś o
niewykonaniu przez POWODA (czyli - przez kogo???) innych zarządzeń sądu.
Jakich zarządzeń??? Nie zostałem o żadnych w sposób przewidziany w
prawie powiadomiony. Nie zostałem także powiadomiony o nich prywatnie
przez sędziego, sekretarza sądu ani przez kogokolwiek. Czy
mam być jasnowidzem i domyślać się, co sąd postanowił w TAJEMNICY
przede mną?
Być
może moja znajomość języka polskiego, którym posługuję się od 58
lat, w tym od kilkunastu lat ZAWODOWO (jako dziennikarz, publicysta, autor
wielu książek), jest niewystarczająca i słowo WNIOSKODAWCA jest
synonimem słowa POWÓD. Proszę o JEDNOZNACZNE
stwierdzenie, że informacje, jakie zawiera Wielki Słownik Języka
Polskiego, wydany przez PWN, a dotyczące znaczenia obu tych słów, są
nieprawdziwe. Zagłębiając się dalej w zagadnienia ELEMENTARNEJ LOGIKI
usiłuję w swojej niewiedzy dociec, kto jest POZWANYM w tej sprawie i w
żaden sposób takiej osoby doszukać się nie potrafię. Nie ma POZWANEGO
ani w moim piśmie z 4 sierpnia 2005 roku, ani w żadnym z dokumentów, które
znajdują się w aktach sprawy. Proszę także o wyjaśnienie, KTO JEST
STRONĄ W TEJ ROZPRAWIE??? Proszę mi wybaczyć, że znów odwołam się
zarówno do Słownika Języka Polskiego jak i do elementarnej logiki. Otóż
słownik ten, jako jedno ze znaczeń tego słowa podaje, że strona to
„PRZECIWNIK W PROCESIE SĄDOWYM”. Otóż oświadczam,
świadomy odpowiedzialności karnej, że w tym procesie NIE MAM ŻADNEGO
PRZECIWNIKA I MIEĆ NIE ZAMIERZAM!!! A więc na podstawie jakiego przepisu
Sąd zawiesił postępowania, skoro UDOWODNIŁEM, że na podstawie art 177
§ 1 pkt 5 i 6 zawiesić nie mógł, nie naruszając przy tym prawa!
Jeszcze raz powtórzę: ANI JA, ANI NIKT INNY NIE JEST STRONĄ W TEJ
SPRAWIE, NIE MA W NIEJ ANI POWODA ANI POZWANEGO. Powoływanie
się przez Sąd na przepisy JEDNOZNACZNIE dotyczących stron procesowych,
jest w tej sytuacji co najmniej niezrozumiałe, zwłaszcza że Sąd ma
dostęp do Słownika Języka Polskiego i w nim bez trudu może znaleźć
definicję słów „STRONA” „POZWANY” oraz „POWÓD”.
Po
piąte: W
swojej poprzedniej skardze, skierowanej do Departamentu Sądów
Powszechnych zaznaczyłem bardzo wyraźnie, że PRZESTAŁ MNIE interesować
zarówno los Fundacji jak i to, że jej wierzyciele (bank, osoby prywatne)
NIGDY nie odzyskają należnych im pieniędzy, ponieważ FUNDACJA nie ma
wymaganych przez prawo osób, które mogłyby ją reprezentować. Dlaczego
więc Sędzia Wizytator podkreśla, że UZALEŻNIŁEM SWOJE DALSZE DZIAŁANIA
OD ŚRODKÓW FINANSOWYCH. W skardze tego nie napisałem, a więc nastąpiła
NADINTERPRETACJA moich słów, być może mająca na celu
wykazanie mojego materializmu. Otóż ponownie oświadczam, że dysponują
znacznie większymi kwotami na rachunkach bankowych i w gotówce, niż
wynosi żądana przez Sąd kwota opłaty za odwołanie od decyzji. Napisałem
bardzo wyraźnie, że nie jestem zainteresowany dalszym kontynuowaniem tej
sprawy, MAJĄC DOTYCHCZASOWE DOŚWIADCZENIA i umiejąc wyciągać właściwe
wnioski. Dodam jeszcze, że NIE MAM I
NIGDY NIE MIAŁEM żadnego interesu, ani materialnego, ani prawnego, aby
doprowadzić do ustanowienia kuratora dla organizacji KTÓREJ NIE JESTEM Z
MOCY PRAWA WSPÓŁWŁAŚCICIELEM I Z KTÓREJ NIE BĘDĘ NIGDY CZERPAŁ ŻADNYCH
KORZYŚCI, BO TEGO ZABRANIA MI OBOWIĄZUJĄCE PRAWO. Czy tak
trudno to zrozumieć, że WŁAŚCICIELEM KAŻDEJ BEZ WYJĄTKU FUNDACJI
jest DE FACTO całe społeczeństwo, a ja przejawiam jedynie troskę o ten
społeczny majątek nieroztropnie powierzony w niewłaściwe ręce?
Mam zaniechać dalszych działań prospołecznych? Jeżeli tak, to:
Ponownie
oświadczam, że nie interesuje mnie i NIGDY nie będzie interesowało,
czy Fundacja będzie miała kuratora, czy ureguluje swoje zobowiązania
wobec innych osób, czy będzie posiadała zarząd, czy nie. Straciłem na
URATOWANIE JEJ zbyt dużo czasu i pieniędzy, aby kontynuować dalej to,
co powinno być załatwione na JEDNEJ kilkunastominutowej rozprawie, a co
zostało rozciągnięte na wiele lat. Zależy mi jedynie na tym, aby jeżeli
kiedykolwiek w przyszłości ktokolwiek będzie chciał doprowadzić do
uratowania SPOŁECZNIE POŻYTECZNEJ ORGANIZACJI POZARZĄDOWEJ, która działa
POZA PRAWEM (bez zarządu), mógł bez wahania podjąć odpowiednie kroki
i nie być narażonym na stratę czasu, pieniędzy, zdrowia...
Szkoda
tylko, że w wyniku splotu różnych okoliczności i przy pomocy Sądów
stratę poniosą zarówno wierzyciele Fundacji, którzy nie będą mogli
dochodzić swoich roszczeń tak długo, jak długo nie będzie ona miała
swojej oficjalnej wymaganej przez prawo reprezentacji, jak i całe społeczeństwo,
dla dobra którego mogłaby ona działać, a nie będzie, bo uniemożliwił
jej to Sąd.
Jeszcze
raz, po raz n-ty proszę NIE ROBIĆ ZE MNIE STRONY (powoda) w tym procesie
wbrew mojej woli. NIKOGO NIE POZWAŁEM, NIE POZYWAM I NIE POZWĘ. Proszę
jedynie o odpowiedź na wszystkie postawione wyżej pytania, abym przestał
żyć w nieświadomości.
Z
wyrazami szacunku.
Ryszard
"Bobcat" Jakubowski
P.S.
Proszę wybaczyć, ale moja cierpliwość też ma swoje granice i zostały
one przekroczone. O sprawie informuję więc media. Dotychcazas miałem
nadzieję, że sprawa zostanie potraktowana z należytą uwagą, a jej
wszystkie aspekty zostaną szczegółowo wyjaśnioone. Tę nadziejkę właśnie
utraciłem, utraciłem także wiarę w praworządność naszego sądownictwa.
|