|
STOP
PRZESTĘPCOM W TOGACH - tylko w 2009 roku kilkana¶cie razy metodami
hakerskimi atakowano portal AFERY PRAWA - tak więc MAMY
WOJNĘ?
Komu przeszkadza PRAWDA GŁOSZONA NA
STRONACH AP ?
Ton±ca PlatfOrma wypowiedziała jawn± wojnę PiS. Włamania
i kasowania informacji "trybem niejawnym" pozwala domniemywać,
że wojnę wypowiedzieli nam "togowcy" z powodu nagła¶niania
ich oszustw. Tak więc będziemy walczyć z bezprawiem w s±dach i z
brakiem odpowiedzialno¶ci sędziów za wydawanie szkodliwych społecznie
orzeczeń.
Niszczenia naszej pracy - dóbr
osobistych kilkudziesięciu dziennikarzy i współpracowników - to przestępstwo na szkodę osób zaangażowanych w dokumentowanie
PRAWDY I DOSTĘPU DO INFORMACJI DLA SPOŁECZEŃSTWA.
Dziennikarze oraz sędziowie maj±
obowi±zek służenia społeczeństwu - A DEMOKRACJA POLEGA NA WOLNO¦CI SŁOWA
I WYPOWIEDZI nie tylko dla sędziów.
Dla tysięcy czytelników AFER PRAWA mamy dobr± wiadomo¶ć - zostały
uruchomione alternatywne strony pod adresem: www.aferyprawa.net
- gdyby czasopismo kolejny raz zostało zablokowane...

| CZY SĘDZIA, TAK SAMO JAK LEKARZ, POWINIEN PONOSIĆ OSOBISTˇ ODPOWIEDZIALNOSC ZA WYRZˇDZONE SZKODY? |
|
|
|
|
AFERY PRAWA TECZKI AGENTÓW SB
Afera teczkowa? Lista Wildsteina? Wojna na teczki? Lista agentów SB?, a może
"dzika lustracja"?
(teczki inaczej - w opracowaniu )
Tak od razu, jak ktoś lubi czytać książkę
telefoniczną to podaje link do strony z .zip listy
Wildsteina.
A resztę inteligentnych zapraszam do publikacje zamieszczonych w witrynie i
wyrażenia swoich opinii. Przypuszczalnie, niedługo lista ta będzie
opublikowana też na stronach witryny i to w formie łatwiejszej do przeglądania.
Sam Kaczyński stwierdził, że stanowi ona własność całego społeczeństwa.
Tak dla ciekawskich, mających stare komputery, lub nie bardzo obeznanych z ich
obsługą, podaję przykładowe strony z listy zaczynając od litery
A, potem trochę złośliwie np. nazwiska na
Be, i może na literę E, ponieważ zawiera mało nazwisk.
Chciałbym
zwrócić uwagę, jak wiele jest niepolskich nazwisk na tych listach - kto
zajmował się donoszeniem na ciężko pracujących POLAKÓW??? Chyba nie muszę
wskazywać palcem... Przypuszczam, że cała lista w łatwo dostępnej
formie będzie dostępna na stronach AFERY PRAWA, ponieważ dalej urzędnicy sądowi
(potocznie sędziowie) i podobni nazywający się "władzą" wkurwiają
mnie na okrągło swoją arogancją głupotą i niekompetencją.
Lista Wildsteina w formacie .pdf - łatwiejsza do przeglądania jeżeli
posiadamy Acrobat Reader.
Od chwili rozpowszechnienia listy katalogowej, tzw. listy Wildsteina, z warszawskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej padają z wielu stron zapewnienia, że niewiele można z niej odczytać. Tymczasem jak się okazuje, pewne informacje można z niej wydobyć.
O ile nie można na jej podstawie do końca rozróżnić tajnych współpracowników komunistycznej bezpieki od kandydatów na agentów, o tyle jeśli chodzi o pracowników służb specjalnych PRL, sprawa jest mniej skomplikowana. O tym, czy ktoś był etatowym funkcjonariuszem, można się dowiedzieć po zapoznaniu się z tzw. rozszerzoną listą.
Zawiera ona dwie dodatkowe rubryki, o czym można się przekonać, korzystając z niej w programie
Exel, który umożliwia ich otwarcie.
Pracownicy IPN potwierdzają, że rubryki te były w liście inwentarzowej w formie tzw. zakładek, lecz nie były udostępniane użytkownikom. Podają one informacje na temat nazwy jednostki, z której pochodzi teczka, np. WUSW - Wojewódzki Urząd Spraw Wewnętrznych, KWMO - Komenda Wojewódzka Milicji Obywatelskiej, MSW - Ministerstwo Spraw Wewnętrznych, KBW - Korpus Bezpieczeństwa Wewnętrznego itp., oraz nazwę bazy. Kluczowy charakter ma informacja zawarta w tej ostatniej rubryce. Jeśli widnieje tam wpis: "akta osobowe", wówczas mamy do czynienia z pracownikiem specsłużb w okresie PRL, a jego teczka jest dostępna w IPN. Przy nazwiskach tajnych współpracowników i osób wytypowanych na agentów umieszczono określenie - "jedynki akta" lub "jedynki MKF" (chodzi tu o zachowanie się akt pod postacią mikrofilmu). Możliwość dokonania takich ustaleń w oparciu o dodatkowe rubryki potwierdzają pracownicy
IPN, zastrzegając jednocześnie, że oprócz operacyjnych funkcjonariuszy służb akta osobowe posiadał też personel techniczny.
Z pełną listą, wraz z rozszerzeniami, można się zapoznać m.in. na stronie internetowej tygodnika "Głos". Według zapewnień posła Antoniego Macierewicza, inicjatora umieszczenia tam katalogu IPN, pokazanie, kto był pracownikiem bezpieki, ma sprzyjać ujawnieniu całej prawdy o okresie komunistycznym. Poseł domaga się od IPN opublikowania pełnej zawartości tej listy katalogowej. Znajduje się na niej 162 tys. nazwisk, ale niektóre się powtarzają z uwagi na istnienie kilku teczek z różnych źródeł. [ZB]
Naczelny Sąd
Administracyjny uwzględnił skargę kasacyjną rzecznika praw obywatelskich
dotyczącą potwierdzenia statusu osoby pokrzywdzonej. Zgodnie z ustnym
uzasadnieniem wyroku Instytut Pamięci Narodowej będzie musiał osobom
wnioskującym o nadanie statusu osoby pokrzywdzonej wydawać nie jak
dotychczas zaświadczenie, ale decyzję.
Konstytucyjnym
prawem każdego jest prawo do sądu, a z niego w przypadku spornego zaświadczenia
nie można skorzystać. Decyzję wydawaną przez IPN będzie można zaskarżyć
do sądu administracyjnego.
Z treścią
wydanego przez IPN zaświadczenia nie zgodził się jeden z wnioskodawców, któremu
odmówiono statusu osoby pokrzywdzonej. Powodem był brak jakichkolwiek dokumentów.
Problem w tym, że IPN odmawia statusu pokrzywdzonego również w przypadku
potwierdzenia współpracy. A sama treść zaświadczenia nie rozstrzyga, do
jakiej kategorii należy wnioskodawca.
Do obowiązkowej
lustracji swoich członków namawia PiS i PO, ale np. profesorowie Uniwersytetu Jagiellońskiego
nie chcą się poddać lustracji. Czyżby wszyscy byli agentami SB? - fakt,
sporo ich się tam zakamuflowało... dzisiaj wyjątkowo trudno znaleźć autorytety
:-)
Afera teczkowa? Lista Wildsteina? Wojna na teczki? Lista agentów
SB?, a może
"dzika lustracja"?
Ostatnio politykami, dziennikarzami, a w zasadzie całą elitą władzy
poruszają te i podobne tytuły. Już wcześniej Jan Rokita i Roman
Giertych zapowiedzieli, że "przeleją całe to całe szambo
teczkowe" do Internetu, żeby wreszcie wszystko było jawne. Tak zrobiono
przecież w Niemczech i Czechosłowacji, tylko w Polsce partyjni działacze
PZPR, aferzyści i szpiedzy SB, czyli wszelcy cwaniacy i kombinatorzy walczą o
nie publikowanie ich nazwisk z wiadomych przyczyn. Wprawdzie była już
opublikowana lista agentów SB szefa MSW Antoniego
Macierewicza, ale dotyczyło to osób
publicznych. Teraz chodzi o teczki które znajdują się w Instytucie Pamięci
Narodowej [IPN], czyli o wspólne dobro wszystkich Polaków. Chodzi o listę nazwisk - ok. 240tys. teczek z zasobów archiwalnych centrali peerelowskiego
MSW.
Na dzień dzisiejszy lista ta jest jawna dostępna w IPN dla upoważnionych
osób np. historyków, dziennikarzy itp. Żeby nie było żadnych nierówności
społecznych, została wniesiona do sieci.
Udostępnił ją Bronisław Wildstein działacz opozycji lat 70., publicysta "Rzeczpospolitej", jeden z najgorętszych zwolenników lustracji i ujawnienia archiwów Służby Bezpieczeństwa
PRL - ogłosił, że to on wyniósł listę z IPN. Za to zresztą został
zwolniony z pracy. Haki na niego szuka znany nam ze służalczości prokurator
Olejnik. Dziwne tylko, że Prokuratura Krajowa nie zajmuje się obrabowaniem
społeczeństwa polskiego (345 mln zł), łapaniem aferzystów i złodziei
z AWS i SLD - rozwiązać trwającą od 1990r
słynnej afery FOZZ.
Na tej liście są funkcjonariusze SB, współpracownicy SB, tajni agenci bardzo różnych zresztą kategorii, i ci, którzy byli wytypowani przez SB na tajnych współpracowników, o czym mogli zresztą
mogli nie wiedzieć.
Obok imienia i nazwiska jest sygnatura, pod jaką teczka danej osoby jest przechowywana w IPN. Jeśli numer poprzedza jedno "0" - oznacza, że to pracownik UB lub SB; "00" - że to osoba zakwalifikowana przez SB jako tajny współpracownik lub kandydat na tajnego współpracownika -
wyjaśnia prof. Andrzej Friszke, członek kolegium IPN.
Lista nazwisk zresztą obejmuje tylko te teczki, które się zachowały i którym nadane zostały sygnatury
oraz są w zbiorach IPN. Wiadomo, że większość teczek tajnych współpracowników
w MSW zniszczono w latach 1989-90, ale jest szansa, że "na wszelki
wypadek" są prywatnie skopiowane i też mogą w odpowiednim czasie "ożyć"
- zwłaszcza w rozpoczynającej się kampanii wyborczej.
Przeciw redaktorowi Wildsteinowi została przeprowadzona nagonka przez wpływowe
osoby które stale się obawiają prawdy. Np. w TVP1 red. Żakowski przedstawił przykład
socjologa prof. Jadwigę Staniszkis, znaną komentatorkę polskiej sceny politycznej, represjonowana w 1968 r.
- jako ofiarę listy.
Prawdą jednak jest taka, że 90% nazwisk listy to faktyczni współpracownicy SB, a
niecałe 10% to np. "typowani do współpracy", czyli te "00". Faktem pozostaje, że "gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą" i nie da się uniknąć wpadek. Jasne, że każdy, kto uważa się
za niewinnego będzie mógł swoje racje uzasadnić. Występujący w programie mec. Maciej Bednarkiewicz
od razu straszy, że rozpowszechnienie listy może narazić IPN na procesy ze strony osób, które się na niej znalazły, a nie życzą sobie, by upubliczniać w takim kontekście ich dane. I powiedział, że podjąłby się prowadzenia takiej sprawy.
Mam pytanie do mecenasa: czy potrafi obsługiwać komputer? co zrobił ze swoją
teczką? i gdzie kończył to swoje prawo? Jasne, że zastraszanie to
domena gangów i władzy.
Nagonkę medialną prowadzi też "Gazeta wyborcza", ponieważ wiadomo,
że większość pracujących tam redaktorów była współpracownikami SB, tak
że mają co się obawiać. A przykładem jest choćby Lesław Meleszko,
zapalony esbek piszący świetne artykuły, a w latach 1997-80 również świetne
donosy na studentów i kolegów z pracy.
Czy lustracja może przynieść więcej szkód
niż pożytku, jak starają się nam wmówić byli agenci SB, lub PZPR?
Ja osobiście z tym bym się nie zgodził. I w przeciwieństwie do nich nie będę
tu wciskał politycznego kitu, tylko zamieszczę parę ciekawostek.
Akurat prawdę znam osobiście, ponieważ w latach 1975-80 studiowałem w
Krakowie na AGH. Przez trzy lata byłem szefem uczelnianej propagandy w klubach
Karlik - Perspektywy, chyba jako jedyny niepartyjny.
Przygotowywałem występy kabaretów, ale i spotkania polityczne pt. "Drogi
i bezdroża polityki", wtedy dr Jerzego Jaskierni, wykładowcy UJ dopiero
zaczynającego swą polityczną karierę.
Jasne że były naciski, ale przymusu wcale nie było. Jak ktoś nie chciał się
podpisać to siłą go nikt nie zmuszał. Robiły tak te osoby, którym marzyła
się szybka kariera, łatwe pieniądze - słowem leworęczni cwaniacy, lub
pochodzenia żydowskiego. Jasne, że robiło się to kosztem całego
"gorszego" pracującego społeczeństwa. Sklepy puste, kartki na żarcie,
picie, palenie... nie było wesoło. Niektórzy marzyli sobie o lepszym życiu,
najlepiej tak bez pracy.
Wspomnę tu o tzw. "szkoleniach". Zostałem nawet raz zaproszony na
takie tygodniowe "przeszkolenie". Naprawdę było świetnie. Można było
też zabrać dodatkowo nawet swoją dziewczynę. Jechało się do innego
miasta - myśmy akurat byli w Zakopanym. Darmowe zakwaterowanie, pobudka
gdzieś o 10, dobre żarcie, następnie 2-3 godziny wykładów, obiad i po nim
impreza i picie prawie do rana, a dziewczyny do wyboru. Komu by to się nie
spodobało w czasach kiedy prawie nic nie można było kupić?
Fakt pozostaje jednak taki, że niejeden Cimoszewicz
zapisał się do PZPR, a Raczkowski brał udział w tworzeniu "NZS"
i pierwszych tajnych spotkaniach solidarnościowych organizowanych na UJ,
ponieważ wkurwiało go takie wyzyskiwanie i oszukiwanie narodu.
Ale jeszcze lepsze numery były z "zasłużonymi członkami - studentami z
ZSRR", którzy "w nagrodę" przyjeżdżali do Polski. Z racji
pracy w klubach miałem niejednokrotnie okazję przygotowywać im przyjęcia.
Przywozili ze sobą niesamowite ilości markowej wódki, (ale złota, czy rubli
nie uświadczył), ale nawet taki Iwan który miał 2.5 promila alkoholu
powtarzał, że wierzy wyłącznie w Lenina...
Poruszali się minimum parami, a każdy pilnował każdego. Śmialiśmy się, że
parami chyba nawet srają...
Na parkiecie z taką "ruską" studentką można było wszystko zrobić,
kleiły się niesamowicie, siadały na kolanach, słowem "leciały" na
Polaków, ale na pojedyncze wyjścia do pokoju już w żaden sposób nie dawały
się namówić - "nie nada..." , mogą "to" robić, ale w
towarzystwie innych inaczej zaraz będzie miała donos usłużnego kolegi w
swojej teczce i skończy się jej kariera...
Przypuszczam, że na szkoleniach w Moskwie, czy Pradze naszych
dzisiejszych prominentów, odbytych przez byłych partyjnych działaczy było
podobnie.
Dlatego nie wierzę w żaden kit propagandowy, że członkowie np. "Stowarzyszenia
Ordynacka" byli zmuszani do współpracy - chyba że na kacu już nic
nie mogli... :-)
AKTUALNOŚCI
www.teczki pl
Tygodnik "Wprost", Nr 1155 (23 stycznia 2005)
Ujawnienie teczek będzie jak wybuch bomby - ostrzegają ci, którzy chcą zakopania akt bezpieki na zawsze. To prawda, ale lepiej zafundować sobie kontrolowaną eksplozję niż bezczynnie czekać na kolejne wybuchy, czyli wycieki tajnych informacji, które stają się zresztą coraz mniej tajne. Lepiej pokierować falą, niż dać się jej zalać. Teczki bezpieki są łańcuchem przykuwającym III Rzeczpospolitą do trupa, a właściwie zombi PRL. Wraz z ujawnieniem zawartości teczek tajnych służb skończy się PRL, czyli zatruwanie duszy obywateli III Rzeczypospolitej. Teczki są takim bezpieczniackim, heroinowym kompotem, który wciąż otumania Polaków.
Fałszywi prorocy
Elita, która chętnie tropi bolesne epizody w historii Polski, nie może blokować ujawnienia zawartości teczek tylko dlatego, że uderzają także, a może przede wszystkim w nią. Jeśli osoby okrzyknięte autorytetami zawdzięczają swoją pozycję kłamstwu, donosom na kolegów albo członków rodziny czy wysługiwaniu się bezpiece, to lepiej, by takich autorytetów nie było. Dlatego w pierwszej kolejności trzeba ujawnić bezpieczniackie archiwalia dotyczące dziennikarzy, naukowców, pisarzy, reżyserów czy aktorów, którzy mają wielki wpływ na opinię publiczną, na jej obraz świata, na wyznawane przez nią wartości. Choćby po to, żeby się pozbyć fałszywych proroków, żeby innych nie sądzili ludzie, którzy sami powinni zostać osądzeni. Z informacji zawartych w teczkach wynika na przykład, że wiele karier zbudowano na krzywdzie innych, że agenci prosili bezpiekę o niszczenie ich konkurentów. Że ojciec potrafił krzywdzić syna i odwrotnie, i obaj byli konfidentami, choć oczywiście o tym nie wiedzieli. Że ostatecznie nie chodziło tylko o awans czy pognębienie rywala, ale także o zaszczuwanie ludzi prowadzące do prób samobójczych - niekoniecznie nieudanych jak w wypadku znanej aktorki Haliny Mikołajskiej.
- Powszechna lustracja jest niezbędna. Oczyści atmosferę, uniemożliwi szantaże, wyjaśni wiele spraw. Trzeba do tego zaangażować Instytut Pamięci Narodowej i przeciąć wreszcie wszystkie spekulacje, kto donosił, a kto nie - przekonuje prof. Andrzej Ajnenkiel, historyk, który w 1990 r. znalazł się - obok redaktora naczelnego "Gazety Wyborczej" Adama Michnika, historyka prof. Jerzego Holzera i Bogdana Krolla z archiwów państwowych - w pierwszej komisji badającej akta SB.
Gdzie jest polski Raskolnikow?
Teczkowa bomba będzie miała ograniczony zasięg. Większa część społeczeństwa raczej niespecjalnie się przejmie faktem, że agentem SB był znany profesor X, publicystka Y czy popularny aktor Z. Otwarcie archiwów będzie miało znaczenie dla zawodów zaufania publicznego, czyli ludzi kształtujących opinię publiczną. Wybuch tej bomby wstrząśnie mediami, Kościołem bądź światem nauki czy kultury, ale to będą wstrząsy lokalne. To zresztą w interesie środowisk aspirujących do bycia elitą jest uporanie się z upiorami przeszłości. - W momencie ujawnienia teczki tracą swoją magiczną i złowrogą moc. Ich otwarcie spowoduje, że ujdzie z nich "całe powietrze", nie nastąpi natomiast trzęsienie ziemi, a sytuacja społeczna w Polsce się nie zmieni - te słowa wypowiedział w październiku 1997 r. na łamach "Wprost" Krzysztof Kozłowski, wtedy senator Unii Wolności, wcześniej minister spraw wewnętrznych w rządzie Tadeusza Mazowieckiego. I miał rację. Zastanawia więc, dlaczego dzisiaj Kozłowski jest przeciwnikiem ujawnienia wszystkich materiałów bezpieki. Gdyby rząd, w którym był ministrem, rozwiązał ten problem, nie byłoby dzisiaj aberracyjnych pomysłów Romana Giertycha i jego kolegów z komisji śledczej, domagających się teczek ludzi, których po prostu nie lubią.
Wielka szkoda, że przez lata nie znalazł się choć jeden odważny, który zdobyłby się na gest Raskolnikowa i publicznie opowiedział o swoim dobrowolnym bądź wymuszonym romansie z SB. Gdyby pojawił się choć jeden taki, jego śladem poszliby inni. Taki model autolustracji prowadziłby do autentycznego narodowego pojednania.
Strażnicy teczek
Dostęp do teczek tajnych służb PRL ma kasta wtajemniczonych. Jeszcze zanim Instytut Pamięci Narodowej pozwolił poszkodowanym wejrzeć w dotyczące ich akta i poznać, kto na nich donosił, teczki były jawne. Tyle że były jawne dla wybranych: dla byłych esbeków, komunistycznych funkcjonariuszy, a także (w ograniczonym stopniu) dla garstki "solidarnościowców", którzy rządzili w latach 90. I wtajemniczeni wcale nie mieli zamiaru zachowywać tej wiedzy dla siebie, wręcz przeciwnie, ochoczo się nią dzielili, rozpuszczając plotki, oczerniając i kompromitując niewinnych, szantażując bądź osłaniając prawdziwych konfidentów.
Ujawnienie teczek zmiecie ze sceny politycznej - a właściwie z jej ukrytych w mroku kulisów - tych wszystkich wpływowych magów, którzy dzięki swej wiedzy wyniesionej z archiwów potrafili z ukrycia wpływać na wydarzenia życia publicznego. Byli oni i są kimś w rodzaju kapłanów z "Faraona" Bolesława Prusa, mających dzięki swej wiedzy przewagę nad innymi. Bez wątpienia ich wiedza tajemna jest wykorzystywana w politycznych rozgrywkach i będzie tak, póki pozostanie tajemna. Z teczkowej broni korzystają wszyscy ci, którzy polizali choć odrobinę kurzu z esbeckich akt. Na przykład po lustracji Antoniego Macierewicza w 1992 r. jego stronnicy krążyli po Sejmie i opowiadali, któż to nie znalazł się na słynnej liście, choć powinien się na niej znaleźć. Z grubsza agentami byli wszyscy ci, którzy przyczynili się do upadku rządu Olszewskiego, oraz ci, którzy jeszcze w czasach podziemnej opozycji zajmowali w niej podejrzanie wysoką pozycję, blokując karierę zacniejszym, większym patriotom.
Dostęp do archiwów SB był niemożliwy, więc opowieści wtajemniczonych były dla dziennikarzy bardzo cenne. Oczywiście, nie trzeba było mieć przenikliwości porucznika Columbo, by zgadnąć, że matką tych opowieści była frustracja, a zbiorowym ojcem - kompleksy. Ale w szpikowanym kolejnymi nazwiskami agentów dziennikarzu coś się jednak odkładało. Opowieści te częściowo można było zweryfikować dopiero kilka lat później, gdy weszła w życie ustawa lustracyjna.
Robert Mazurek Igor Zalewski
Jednym z pierwszych działań w odpowiedzi na
"listę Widsteina" jest wniosek Radnych Rady Miejskiej Jeleniej Góry
o samolustracje pracujących tam urzędników. Polecam jako przykład.
Radni
Rady Miejskiej Jeleniej Góry
www.jeleniagora.pl/umnew/m200.php?men=rada2002.htm
W N I O S E K
W związku z niektórymi
swojsko brzmiącymi nazwiskami, na tzw. „Liście Wildsteina”
opublikowanej w Internecieapeluję, aby wszyscy radni naszego samorządu złożyli
solidarnie wniosek o udostępnienie dokumentów/zapytanie o status
pokrzywdzonego na podstawie ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej –
Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu do Oddziałowego
Biura Udostępniania i Archiwizacji Dokumentów we Wrocławiu, ul. Sołtysowicka
21a.
Uważam,
iż trzeba jak najszybciej oczyścić atmosferę niepewności, jaka powstała
po opublikowaniu danych z IPN i zadbać o dobre imię jeleniogórskiego
samorządu. To pozwoli skupić się na bardziej merytorycznej pracy
naszego ciała i przywróci spokój, tak potrzebny do podejmowania społecznych
inicjatyw. Zostawianie jakichkolwiek niedomówień – jak mówi prof.
Jadwiga Staniszkis – byłoby bardzo złe.
Poza
tym, ludzie mają prawo wiedzieć, kto być może z członków Rady
Miejskiej Jeleniej Góry jest osobą pokrzywdzoną w rozumieniu w/w
ustawy, bądź też ilu ewentualnych agentów i KTW byłych służb
specjalnych PRL reprezentuje ich interesy. Uczynić powinniśmy to nie
tylko z powodu tego niefortunnego „wycieku”.
Do Prezydenta Miasta Jeleniej Góry!
Również
w bazie pracowników Urzędu Miejskiego i miejskich jednostek
organizacyjnych zauważyłem kilkadziesiąt identycznych nazwisk jak na
opublikowanej liście katalogowej z IPN. Jako prezes Ruchu Ochrony Praw
Obywatelskich i Walki z Korupcją pozwoliłem sobie przygotować Panu
Prezydentowi taką ściągę, aby osoby, które utożsamią się z tym
wykazem i poczują się pokrzywdzone mogły dochodzić swoich praw.
Z
patriotycznym pozdrowieniem
Grzegorz Niedźwiecki
|
A może by tak lustracje zacząć od sędziów Sądu Najwyższego [IPN BU 001043/453 ERECIŃSKI TADEUSZ]
i Prokuratury Krajowej?? Tam jest więcej kapusiów niż uczciwych prawników.
a co plotkują na ulicach???
Nowe publikacje o tematyce
aferalnej i korupcyjnej:
KANDYDACI
NA PREZYDENTURĘ W POLSCE NA 2005R.
w stałym
opracowaniu i uzupełnianiu...
CO BĘDZIE Z TĄ POLSKĄ POD ŻYDOWSKĄ
WŁADZĄ? PISMO DO KOFI ANANA SEKRETARZA GENERALNEGO ORGANIZACJI NARODÓW
ZJEDNOCZONYCH (ONZ) - SKARGA KOMITETU NARODOWEGO
POLSKI
Dla
kogo elitarne stowarzyszenie "ORDYNACKA"???
KIM
NAPRAWDĘ JEST PREZYDENT R.P.???? ALEKSANDER KWAŚNIEWSKI, CZY MOŻE STOLZMAN???
NIEZNANE FAKTY Z ŻYCIA KWAŚNIEWSKIEGO - KOLEJNA AFERA SLD?
"CZY JOLANTA KWAŚNIEWSKA
MA SZANSE ZOSTAĆ PREZYDENTEM RZECZPOSPOLITEJ???"
czy fundacje "piorą
pieniądze?" , zostały tylko wspomnienia
J. Kwaśniewskiej?
"Bóg Honor Ojczyzna" - krzyż
narodu polskiego? - Judaizm, czyli "Jak rozpoznać
Żyda".
10 kłamstw
Aleksandra Kwaśniewskiego??? - a co na to Unia Europejska ? - podaj
dalej...
TAJNE
- JAWNE TAJEMNICE PAŃSTWOWE?
Raport o działalności pułkownika Władimira Ałganowa z KGB w sprawach:
Prezydenta RP Aleksandra Kwaśniewskiego, Premiera Józefa Oleksego i Leszka
Millera, szefa MSWiA oraz Ministra Spraw Zagranicznych Włodzimierza
Cimoszewicza, Ministra Skarbu Wiesława Kaczmarka, oraz biznesmena Jana
Kulczyka.
TYLKO ŻEBRZĄCE
"PRUSKIE POWIERNICTWO" ??? , czy kolejny “Drang
nach Osten"???
witryna OBYWATELSKIE NIEPOSŁUSZEŃSTWO
i dodatkowo:
tym samym dochodzimy do setna sprawy, czyli
"Raportu
o stanie sądownictwa polskiego", ale to tylko dla osób myślących, a
więc nie dla prawników...
...jasne, że terror rodzi terror, tak więc
z uwagi na typowo stalinowskie prześladowanie
mojej osoby i prowadzonej działalności publicystycznej, moim celem jest obnażenie
impotencji organów władzy...
WWW.AFERY.PRX.PL
- WITRYNA PRYWATNA PROWADZONA PRZEZ ZDZISŁAWA RACZKOWSKIEGO.
Dziękuję za przysłane opinie i informacje. |
uwagi i wnioski proszę wysyłać na adres: afery@prx.pl |
WSZYSTKICH SĘDZIÓW INFORMUJĘ ŻE
PROWADZENIE STRON PUBLICYSTYCZNYCH
JEST W ZGODZIE z Art. 54 KONSTYTUCJI RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ
1 - Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz
pozyskiwania i rozpowszechniania informacji.
2 - Cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu oraz koncesjonowanie
prasy są zakazane.
ponadto
Art. 31.3
Ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób. Ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i
praw.
|
|